Płynie wieczór nad Pińskiem, światełka już zapalone. Cicho. Piesek zaszczeka, zaskrzypią chodniczki drewniane.
W kinie kolejowym kręci pan Witek Smołko "Pata-Pataszona". A może dla starszych "Tarzana"? Ojej!
Nie pójdę dziś do kina, bo dwóję dostałam. Co te ułamki mi nie wychodzą? Nie ma u mnie drygu do tych ułamności, coś innego ciekawego w rozczochranej głowie gości.
Do kolacji mama stół nakrywa, mam sprzątnąć zeszyty. Tato wnosi z sionek samowar i do mamy się uśmiecha: Marfuszeńka, ktoś do nas zaraz zawita, ale zaszli jeszcze do zawiadowcy Skwarczewskiego. Więc z herbatą zaczekamy. Nu, i jak z pieniędzami, czy ich trochę mamy?
Ktoś w sionkach już stuka, śnieg miotełką strzepuje.
Już są!
Dobryj wieczór panie kolejarzu, dobryj wieczór pani gospodyni! Ja Szłoma i Chaim, prosto z Rygi do was zawitali! Rybeczki-szproteczki, świeżutkie, tłuściutkie, ile skrzyneczek zostawiamy? Jedną, a może dwie, panie kolejarzu? Święta idą, no i post, to się nie zepsują!
Daj spokój, Szłoma - mama powie - jednej, jak w zeszłym roku, to nam wystarczy. A na konto płacy, to wiesz doskonale: na kredyt nie biorę, a tobie gotówka, oj, jak bardzo potrzebna!
Gwałt, pani kolejarzowa, my tak przemarzli, nogi już nie czujemy, dokąd my w tą noc pójdziemy! Weź pani dwie skrzyneczki! Ja proszę, poszkoduj Żydków. Takie świeżutkie rybeczki! Idziemy, cała ulica pachnie. Weź pani, paluszki lizać, takie smaczne!
Sza! Sza, Szłoma, wystarczy tego gwałtu, bo się sąsiedzi zbiorą! Umówił - wezmę obie. Masz tu pieniędzy. I fasoli ci woreczek nasypię, bo mi wielce w tym roku obrodziła, i brukwi koszyk weźmiesz.
Spasiba, spasiba, jak do kolejarzów idziemy, to stale jest gotóweczka.
Trzeba z ołówkiem żyć, Szłomeczka, wtedy będzie gotóweczka.